poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Urlop macierzyński - jak go dobrze wykorzystać?


Zuzia niedługo skończy rok, a mi skończy się urlop macierzyński. Co prawda na razie do pracy jeszcze nie wracam, ale jest to koniec pewnego etapu w moim życiu i jak zwykle w takich momentach naszły mnie refleksje...


Pamiętam jak ponad rok temu wyobrażałam sobie swój urlop macierzyński i dobrze pamiętam (a nawet gdybym zapomniała to przypomni mi o tym odpowiedni plik w excellu, bo ja wszystko planuję w excellu :P) całą listę ambitnych planów na ten czas.

Szlifować angielski, przypomnieć sobie włoski, uprawiać sport, rozwijać się w fotografii (robiąc odpowiednie kursy i dużo ćwicząc), czytać inspirujące książki, rozejrzeć się na częstochowskim rynku pracy itd. Mogłabym długo wymieniać, ale nie ma to na najmniejszego sensu, bo...

życie oczywiście zweryfikowało te moje plany i bez najmniejszych wyrzutów sumienia mogę Wam napisać, że nie zrealizowałam nawet 1/10 z nich. Pewnie Was zaskoczę, ale nie żałuję tego ani trochę, bo mam poczucie, że wykorzystałam ten czas o wiele lepiej niż skrupulatnie zanotowałam to rok temu w excellowskim pliku. 

Nauczyłam się żyć tu i teraz. Cieszyć drobnymi rzeczami i doceniać codzienność. Wiem jak wiele matek, zwłaszcza tych młodych i przemęczonych narzeka na nieprzespane noce czy to, że 24 godziny na dobę muszą spędzać z dzieckiem. Ja staram się skupiać na tym co dobrego wokół mnie się dzieje. Cieszyć się ze wspólnych spacerów, dzięki którym lepiej poznałam moje nowe miasto - Częstochowę. Mam swoje rytuały (jak np. lody pod Jasną Górą, które jem prawie codziennie i zdążyłam się już zaprzyjaźnić z Panią, która je sprzedaje), swoje ulubione trasy czy miejsca, ale często 'bawię się' w odkrywanie nowych szlaków. Dzięki temu nigdy się nie nudzę i każdego dnia nie mogę się doczekać naszego spaceru. 

Doceniłam też moją relację z mamą. I choć dzieli nas kilkaset kilometrów to mam wrażenie, że od dawna nie byłyśmy sobie tak bliskie. Dużo rozmawiamy przez telefon i choć nie może mi tak pomóc jak zwykle babcie, które są na miejscu, to wspiera mnie najlepiej jak tylko może. 

Starałam się być dostatecznie dobrą mamą Zuzi, a nie idealną. Wiem jak łatwo popaść w przesadę i poświęcić się macierzyństwu w 120%. Wiem, bo widziałam to nie raz. Być może się ze mną nie zgodzicie, ale zdecydowanie wolę być dostatecznie dobra i szczęśliwa niż taka 'idealna', ale w głębi duszy zmęczona swoim dzieckiem. Są takie chwile, gdy odpuszczam i naprawdę nie mam wyrzutów sumienia, że nie robię tego wszystkiego o czym piszą w poradnikach dla idealnych rodziców. Nie mam, bo widzę jak świetnie rozwija się Zuzia, jaka jest mądra i szczęśliwa, a to nie może być przypadek ;)

Nie zrezygnowałam z podróży, chociaż widzę czasem, że jest to męczące dla małego dziecka jakim jest Zuzia. Oczywiście mogłabym zamknąć się w domu razem z nią, żeby przypadkiem nie narażać jej na żaden dyskomfort, ale wiem, że bardzo bym tego żałowała. Mam też poczucie, że chociaż Zuzia nie będzie pamiętała wakacji na Lanzarote czy wycieczek po Polsce to zyska dzięki nim coś innego niż wspomnienia. Doświadczenie, które rozwija i uczy radzenia sobie w różnych warunkach. Mam nadzieję, że dzięki temu będzie kiedyś bardziej odważna i rządna przygód niż jej mama ;)

Zyskałam nowe koleżanki, których nie poznałabym w innych okolicznościach. Z Gosią leżałyśmy razem na sali po porodzie. Jej Pola urodziła się dwie godziny po Zuzi, więc porównywanie ich to nasza niewinna rozrywka. Justynkę poznałam w Parku Jasnogórskim dosłownie dzięki Zuzi, która 'zagadała' do niej i do małej Ani siedzących na pobliskim kocyku. Spacerujemy razem już od kilku miesięcy, a ostatnio nawet zaczęłyśmy biegać (bez wózków oczywiście) ;)

Nie zapomniałam o sobie i swoich pasjach. Chociaż momentami pogodzenie blogowania i bycia mamą jest naprawdę trudne to cieszę się, że nie odpuściłam. Codziennie znajduję też czas, żeby się pomalować (uwielbiam to, a Zuzia mi zawsze dzielnie pomaga)


czy ładnie ubrać (zwłaszcza po tym jak już prawie ogarnęłam swoją szafę) i po prostu czuć nie tylko matką, ale przede wszystkim kobietą.

I czasami dociera do mnie myśl, że to najlepszy czas w moim życiu. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, spokojna, nie miałam tyle czasu dla siebie, ani możliwości by docenić to co najbardziej lubię robić i smutno mi na myśl, że to już niedługo się skończy. Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię pracować, nawet bardzo. Brakuje mi oczywiście typowo służbowych obowiązków, ale ta wolność, to poczucie, że każdy dzień należy tylko do mnie (i Zuzi oczywiście ;)) jest nie do przecenienia.


Pozdrawiam Was serdecznie,

32 komentarze:

  1. Bardzo fajnie że nie popadasz ze skrajności w skrajność :) Jesteś super kobietą i mamą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) brakuje mi tylko takiego stroju z literką S na piersi :P

      Usuń
    2. chyba S jak skromna :P

      Usuń
  2. Nie powiedziałam ci tego w Gdyni ale nadal uważam, że takie tematy też powinny być na twoim pierwszym blogu, nie myślałaś o połączeniu blogów ? Jesteś inspiracją nie tylko włosową, a szczęściem trzeba się dzielić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anwen jestes niesamowita :) mega mądra, ładna i do tego taka "normalna" :P powinnas czesciej pisac do nas na tym blogu :) Twój mąż to miał szczęście :P pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
  4. Zuzia jaka podobna do mamy :)
    Podoba mi się twoje podejście do macierzyństwa. Czesto kobiety za bardzo poświęcają się dzieciom i rodzinie zapominając o sobie. Ty znajdujesz chwilę dla siebie i dla nas żeby tu pisać. Mimo że nie mam jeszcze dzieci lubię czytać takie posty.
    Widać że jesteś szczęśliwa i życzę ci żebyś zawsze taka była :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowicie pozytywny wpis :) aż mi się łzy w oczach zakręcily :) Aniu jesteś naprawdę inspirująca i widać że szczęśliwa, świetnie się Ciebie czyta, i naprawdę uwielbiam Twoje wpisy tutaj, kiedy poznajemy Cie od innej strony. Na tym blogu inspirujesz do tego żeby cieszyć się życiem i przyjmować go takim jakie jest :) chętnie poczytałabym o Twojej nowej szafie, ponieważ ostatnio chciałbym zabrać się za swoją, ale nie potrafię się zmotywować.
    A może opowiedziałabys co dalej zamierzasz? Czy idziesz do pracy, czy zuzia do żłobka? :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Stała czytelniczka, Sylwia :)

    Ps. Przepiękne zdjęcia, i przepiękna córeczka, ogromne gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. wzruszyłam się, naprawdę:) Twój wpis powinny sobie wziąć głęboko do serca wszystkie mamy i przyszłe mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny i pozytywny wpis, a co najważniejsze bardzo zdrowe podejście do macierzyństwa. Dużo zdrówka dla małej i dla was :)/ Kaja

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana wpis mega!! Zawsze uważałam tak samo jak Ty,ale dzisiejszy Twój wpis zainspirował mnie tak bardzo,że wręcz szukam jakiejs ksiazki/poradnika nt temat :D - tak na marginesie może ktoś coś zna? :)

    Mam 26 lat,z męzem jestesmy rok po ślubie.Dzieci planujemy za 3-4 lata.Narazie skupiamy się na własnych dążeniach, karierze( wiem hehe smiesznie brzmi i wydumale:P), wspólnych wakacjach,które możemy spędzić tylko razem i bardzo aktywnie.Ale jak juz przyjdzie pora to chce wychować je własnie tj TY! Nie ma to nic wspołnego z egozimem,narcyzmem i brakiem odpowiedzialności.Twój przykład pokazuje,że można kochać dziecko ponad wszystko i nie zapominac,ze jest się kobietą,zoną,kochanką..Obrzydzeniem szczerze mowiąc napawają mnie matki w tłustych włosach i poplamionych dresach, roztyłe ,które beczą,że mąż chyba ma kogos,bo juz go nie podniecają.../no nic dziwnego! Jesteś zadbaną kobietą-matką,która potrafi wygospodarowac czas na wszystko,nie zaniedbujesz zadnej innej sfery zycia i kochasz małą Zuzię najbardziej na świecie! brawo!!! udało ci się coś bardzo pięknego! Widzę to wszytsko obserwując swoje kolezanki,postronne osoby a nawet patrząc na przypadek własnej Teściowej- odkąd synowie( moj małżon ma juz 30) wyfrunęli z gniazda stała się zgorzkniała i ciągle słyszę przez jej głos pretensje,że przecież tyle dla nich ,,poświęciła" (straszne słowo...), oddała im całe zycie a teraz oni, niewdziecznicy nie mają czasu na ,,chociaż" godzinke dziennie na telefon do niej-całe szczescie mieszka daleko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ksiażki ani poradnika nie, ale polecam blog Radomskiej :) jej wpisy o macierzyństwie są jak dla mnie genialne: http://www.mamwatpliwosc.pl/

      Usuń
  9. Świetny wpis zwłaszcza że jeszcze nie jestem mamą i nieraz zaskakuje mnie jak dziewczyny w moim otoczeniu zmieniają się pod wpływem macierzyństwa :) widać że są szczęśliwe tak jak Ty, ale niektóre zapomniały o sobie. Zobaczymy jak bedzie ze mną ;)
    PS uwielbiam Twoje blogi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem ciekawa czy i moje życie tak się zmieni już za kilka miesięcy. Życzę dalszych cudownych uroków macierzyństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Macierzyństwo zmienia życie o 180 stopni, ale mam wrażenie, że raczej pozytywnie. :) Poznaje się nowych ludzi, a niektórych starych znajomych czy rodzinę wręcz na nowo (tu już nie zawsze pozytywnie). Jeżeli planuje się cokolwiek z małym dzieckiem, to trzeba wziąć pod uwagę to, żeby plany były elastyczne. :D Trzeba żyć tu i teraz, cieszyć się tą chwilą ze swoim małym skarbem, który każdego dnia staje się coraz większy, a jego kolejne postępy w rozwoju ogromnie cieszą. Szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko. :)
    Do marshmallows: twój mąż też kiedyś był dzieckiem, a twoja teściowa to jednak jego matka... Czy przestał być jej synem, kiedy skończył 30 rok życia? Rozumiem, że niektóre teściowe bywają upierdliwe, ale jak ty poczułabyś się, gdyby twój syn, który mieszka daleko od ciebie, skończył 30 i się ożenił z jakąś co najmniej dziwaczną kobietą, nie chciał z tobą choćby porozmawiać przez telefon, a wcześniej byliście ze sobą tak zżyci? Tak przynajmniej zrozumiałam twój komentarz. Może słowo "teściowa" samo w sobie brzmi trochę złowieszczo, hihihi, ale nie wszystkie to takie kwoki, niektóre naprawdę tęsknią za swoją "nową, powiększoną rodzinką". Co do zaniedbanych, młodych mam: niektóre dzieci są naprawdę high need babies ;) Wierzę, że one nie leniuchują, tylko poświęcają czas dzieciom, domowi, a czasem po prostu największym marzeniem świeżo upieczonej mamy jest się wyspać. :) Myślę, że zrozumiesz, kiedy sama zostaniesz matką. Moim zdaniem lepiej jest zaniedbać siebie i wszystko wokół niż dziecko, ale możesz uważać inaczej, to twoje prawo. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyznam, że na tą chwilę nie wyobrażam sobie macierzyństwa - może jeszcze nie ten wiek ;], ale brakuje mi wpisów czy artykułów właśnie w takim stylu - pozytywnych, dotyczących młodej uczącej się mamy. Jakoś tak zwykle trafiałam na niezadowolone i przemęczone mamuśki, które marudzą. A tu jednak ukazuje się takie piękno :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej Anwen, super wpis! tym bardziej dla mnie ciekawy, bo moja corcia skonczyla rok w lipcu, a ja niestety wracam do pracy 1go wrzesnia. Pisze niestety, bo spelniam sie w roli mamy jak w zadnej innej, i tak jak napisalas, ta swoboda spedzania czasu to jest cos cudownego. Wiem, ze po powrocie do pracy to bardzo mocno sie zmieni i niestety flustruje mnie to. Mimo, ze mam fajna i ciekawa prace, to swiadomosc tego, ze nie moge zostac z dzieckiem troche przytlacza. Z czasem pewnie wszystko sie ulozy i bede widziala sprawy bardziej pozytywnie :)
    Gdy corcia miala trzy miesiace bylismy z nia na Lanzarote, teraz w pazdziernku lecimy na Fuerte, juz nie moge sie doczekac. To taka iskierka w moim powrocie do pracy, ze zachowalam troche wolnych dni i w tak cudowny sposob je wykorzystam ;)
    Tymczasem serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo przyjemnie było przeczytać Twoje refleksje - macierzyństwo i emocje z nim związane są mi więcej niż obce, dlatego ciężko mi uwierzyć, że "siedzenie na kocyku z dzieckiem" to jest fajnie spędzony czas, choć z drugiej strony wyobrażam sobie, jak bardzo musi zmieniać się światopogląd, gdy to maleństwo pojawia się na świecie.
    Ależ mi długie zdanie wyszło! ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, po przyjściu na świat dzieciątka światopogląd może się drastycznie zmienić ;)

      Usuń
    2. No właśnie MOŻE, ale nie jest powiedziane że się zmieni. Ludzie zawsze mówią "zobaczysz, zmieni ci się" tak jakby znali kobietę lepiej niż ona sama. A co jeśli się ten światopogląd nie zmieni? Potem widzimy tysiące dzieci w szpitalach, domach dziecka itd. Ja wiem, że mój pogląd się nie zmieni i wolę tego nie sprawdzać na sobie tracąc zdrowie, figurę i pieniążki ani nie skazywać ewentualnej istoty na poniewieranie się po ośrodkach. Co nie zmienia faktu że wpis pozytywny i przyjemny do przeczytania :)

      Usuń
  15. Bardzo przyjemnie się czyta takie wpisy-pozytywne, ciepłe, pokazujesz Aniu, że mama to nie kobieta w rozciągniętych dresach, zaniedbana, lecz kobieca, zadbana i po prostu kwitnąca. A pierwsze zdjęcie jest tak urocze i słodkie, że nie sposób się uśmiechnąć, tak, szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko i odwrotnie! :) I może znajdziesz chwilkę Aniu, na wpis dotyczący swojej zmienionej już garderoby? Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy i inspirujący wpis :)
    Przeczytałam go 2 dni temu i cały czas chodzi mi po głowie "bo ja wszystko planuję w excellu" - czy mogłabyś się podzielić w jaki sposób te planowanie wygląda? Uwielbiam takie planowanie, a fakt, że jest na świecie jeszcze jedna osoba, która używa excella do prywatnych potrzeb jest dla mnie nowością ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wpis pozytywny, niewątpliwie, ale należy zaznaczyć, że wiele kobiet po prostu nie ma szansy na roczny urlop macierzyński - jeśli nie pracują na umowę o pracę, a na śmieciówce. W takiej sytuacji bardzo często po prostu tracą pracę, a niedługo po urodzeniu dziecka muszą szukać nowej, jeśli nie mają komfortu bycia utrzymywaną przez ojca dziecka lub rodzinę. W takiej sytuacji trudno wymagać od kobiety poza byciem dobrą matką, tego o czym pisze wyżej marshmallows. Jeśli mając maleńkie dziecko nie ma cię poza domem np 9-10 godzin, to trudno ogarnąć wszystko. Spotkałam się nawet z tym, że kobietę, która nie spędzi przynajmniej roku z dzieckiem, uważa się za gorszą matkę (!).
    Sorry, że zakłócam ogólne poczucie szczęśliwości, ale aktualnie jestem potencjalną matką bez możliwości urlopu macierzyńskiego, tak samo jak wiele moich koleżanek, które pracują na śmieciówkach i nie decydują się na dzieci z powodów raczej oczywistych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wystarczy być normalna inteligentna osoba żeby skończyć szkołę i się doksztalcac i zdobyć dobra pracę na umowę. I niech mi nikt nie mówi ze trzeba mieć pieniądze żeby się uczyć. Bo ja pracowałam przez całe studia w szmatolu żeby dorobić, później na magisterce już zaocznie w biurze a po studiach normalna praca od 7 do 15. Więc niech nikt nie narzeka ze ktoś ma umowę śmieciowa wystarczą tylko chęci. Moja koleżanka która skończyła tylko liceum nie mogła znaleźć pracy. Zrobiła sobie studium kilka szkoleń i kursów i pracuje jako asystentka ortodonty i nie zarabia mało. Więc wystarcza chęci. Akwen też nie dostała tej pracy na ładne oczy tylko musiała na to zapracować. Więc kochane kobietki do nauki i do pracy :)

      Usuń
  18. P. S. "żądny przygód", nie rządny

    OdpowiedzUsuń
  19. Śliczne zdjęcia! Jaki masz aparat?

    OdpowiedzUsuń
  20. Anwen, ale Ci zazdroszczę tego czasu, macierzyństwa... Zuzi :) Mam nadzieję, że też w końcu będę mogła tego doświadczyć ;) Całusy dla Ciebie i Zuzi.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pięknie napisałaś. Macierzyństwo powinno się smakować, rozkoszować się nim!! Tak jak Ty to robisz porostu i po ludzku. Podziwiam Ciebie za normalność i autentyczność. Tak trzymaj! !!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak bardzo Ci zazdroszczę :( mój synek niestety nie był łaskaw ani gotować ze mną obiadu, ani pomagać przy malowaniu,ba wyjście na spacer to była wyprawa. Jak był malutki to zasypiał od razu po przekroczeniu progu domu, ale spał 45min z zegarkiem w ręku po czym następował najbardziej przeraźliwy ryk, jaki można sobie wyobrazić. Musiałam wybierać trasy tak, żeby w tym czasie wrócić do domu, bo uspokojenie go na ulicy w zasadzie było niemożliwe. Cieszyłam się jak głupia,kiedy jechał w wózku i nie spał i nie płakał ( może ze 3 razy się zdarzyło). Poprawiło sie trochę jak się przesiedliśmy na spacerówkę, ale wtedy pojawił się kolejny problem: wózek MUSIAŁ być w ruchu bo inaczej ryk. Zasłone milczenia spuszczę na 6-7 pobudek na jedzenie w ciagu nocy do 10 miesiąca życia ( potem łaskawie już tylko 2) oraz drzemki, które także w domu trwały 45min. Wtedy gotowałam obiad, na 5 min dla siebie nie było mowy. Mąż jak wracał z pracy to bardzo pomagał, ale szczerze mówiąc oboje byliśmy zmęczeni i ( teraz to wiem) rozczarowani, bo przecież miało być inaczej. Dzisiaj jest lepiej, bo synek już ma 4 lata i chodzi do przedszkola. Jest kochanym, mądrym dzieckiem, chciaż nadal wymaga dużego zainteresowania z naszej strony ( zabawa samemu ok,ale nie dłużej jak 15min). Podsumowujac: bardzo zazdroszczę Twoich doświadczeń z córeczką, bo dla mnie pierwszy rok życia dziecka to był ogromny stres, zmęczenie i rozczarowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, też mam syna, też czterolatka i oj, wiem, o czym mówisz ;) przy czym u nas zaczęło się po urlopie macierzyńskim (ja miałam półroczny), przez pierwsze pół roku była idylla i spanie w nocy 10 godzin...

      Usuń
  23. Muszę przyznać, że czytałam ten wpis z uśmiechem na twarzy i lekką tęsknotą do tego, czego jeszcze nie mam, tzn. do dzieci, co mnie trochę zaskoczyło, bo raczej nie śpieszy mi się do zakładania rodziny, choć powinno. Gdyby wszystkie mamy i dzieci były tak szczęśliwe jak Wy... Mogę jedynie sobie i wszystkim tego życzyć :):)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo przyjemnie sie czyta to, co napisalas :) ja tez lubie wszystko planowac, ale pewnych rzeczy nie da sie przewidziec- i moze tak jest lepiej? my tez z naszym malcem jestesmy w ciaglym ruchu- podroze, spacery, a bieganie- tez, ale tylko z wozkiem :) tu i ówdzie sie zaokraglilam, ale juz pal licho wygląd, chcialam miec dobra kondycje, byc zdrowa i spedzac czas z maluchem na swiezym powietrzu :) wbrew pozorom takie bieganie nie jest czyms szczegolnym- tak jak ty podczas spacerow, tak ja wlasnie podczas joggingu poznalam swoja obecna przyjaciolke :) chociaz przyznaje, ze poczatkowo mialam sporą zagwozdkę jak malca ubrac- stanelo na okryciu Coverover, ktory wlasciwie teraz towarzyszy nam podczas kazdej wycieczki, podrozy :)

    OdpowiedzUsuń

.

.