środa, 10 czerwca 2015

Wakacje z niemowlakiem - co powinno się znaleźć w bagażu podręcznym?


Lot to zdecydowanie najtrudniejszy moment na wakacjach dla wszystkich rodziców. Przyznam Wam się, że nic tak mnie nie stresowało jak te 5 godzin w powietrzu z Zuzią. Tyle się nasłuchałam o płaczących na pokładzie samolotu niemowlakach, że ostatnie dni przed wyjazdem bardziej się bałam niż cieszyłam. W sumie teraz widzę, że mój lęk był bezpodstawny, bo Zuzia należy do tych wyjątkowych dzieci, które prawie nie płaczą (no chyba, że jest głodna albo szczepiona). Okazało się, że problemem było coś zupełnie innego, ale o tym za chwilę.


Spakowanie się z dzieckiem na wakacje to nie lada wyzwanie. Ja miałam wrażenie, że może mi się przydać dosłownie WSZYSTKO i najchętniej zabrałabym ze sobą cały dom ;) Niestety do dyspozycji mieliśmy tylko 40kg bagażu rejestrowanego i 10kg podręcznego na naszą trójkę co ledwo nam wystarczyło.

Co w takim razie koniecznie powinniśmy zabrać ze sobą na pokład?

1. Pieluchy na całą podróż, która łącznie z transferem do hotelu i oczekiwaniem na lotnisku trwała w naszym przypadku ok. 8 godzin. Zabrałam ze sobą 5 pieluch tak na wszelki wypadek.

2. Chusteczki nawilżane - wystarczy małe, turystyczne opakowanie. Ja kupowałam z Babydream. Przy okazji okazało się ono świetną zabawką na podróż, bo są na nim wyrysowane różne zwierzątka, a Zuzia ma teraz fazę na odgłosy, jakie wydają ;)

3. Pielucha tetrowa - zawsze się przydaje :) Do wytarcia buzi, zasłonięcia ubrania przy karmieniu, czy zabawy w 'akuku'.

4. Jedzenie na drogę - w naszym przypadku były to 2 butelki z wodą przegotowaną, mleko do zrobienia mieszanki, jeden słoik z zupką i wafelki (takie same płatki, niesłodkie). Te ostatnie sprawdzają się w podróży lepiej niż chrupki kukurydziane, bo mniej brudzą. Do samolotu lepiej wziąć też więcej wody, bo stewardessy mogą nam jedynie dać wrzątek.

5. Woda do picia - Zuzia od urodzenia pije tylko wodę. Nie podaję jej żadnych herbatek ani soków, bo nie chcę by przyzwyczaiła się do słodkiego smaku.

6. Smoczek - o ile oczywiście dziecko używa. Przydaje się bardzo w momentach zmiany ciśnienia, gdy zatyka uszy. Dzięki niemu Zuzia nie płakała ani przy starcie ani przy lądowaniu. Jeśli dziecko jest karmione piersią i nie toleruje smoczka ani butelki z wodą to w tych kryzysowych momentach dobrze jest po prostu podać mu pierś.

7. Kocyk - Zuzia ma jeden, ulubiony z którym zawsze zasypia. W samolocie momentami może być chłodno, a kocyk sprawdzi się o wiele lepiej niż nakładanie kolejnej warstwy ubrania.

8. Ubrania do przebrania. W naszym przypadku dwa dodatkowe komplety. Nauczona doświadczeniem wiem już, że jeden może okazać się niewystarczający ;) Jeden z nich warto dopasować do pogody w miejscu, w którym lądujemy. 

9. Zabawki - najlepiej wybrać te ulubione i zabrać też przynajmniej jedną zupełnie nową. Ważna jest też kreatywność, bo dla dziecka wszystko może być zabawką ;) Pięć godzin lotu okazało się dłuższe i bardziej męczące niż myślałam, bo Zuzia niestety nawet na chwilę nie usnęła.

10. Leki - ale tylko to co może się nam przydać nagle. Ja miałam ze sobą tylko żel na ząbkowanie, tak na wszelki wypadek. Można wziąć ewentualnie jeszcze syrop przeciwbólowy jeśli zdarza Wam się z niego korzystać, ja nie zabierałam go do podręcznego. Pozostałe leki spakowałam do bagażu głównego i o tym napiszę Wam następnym razem :)

11. Łyżeczka  i śliniak jeśli planujecie karmić zupką. Wygodniej jest też tak rozplanować karmienia, żeby zupa wypadła jeszcze na lotnisku. W samolocie jest niestety dosyć ciasno i jeśli lecicie we trójkę to obok będzie siedział ktoś obcy. Ja nie chciałam ryzykować ubrudzenia przypadkowej osoby ;)

12. Turystyczny przewijak. Kupiłam go już kilka miesięcy temu i baaaaardzo się przydaje. W samolocie co prawda są przewijaki, ale zdecydowanie wolę położyć na nim swój i dopiero na to Zuzię. Niestety przewijanie w samolocie okazało się koszmarem, bo musiałam to robić na stojąco z przerażoną Zuzią wczepioną w moje ramiona. Nie wiem co ją tak tam przestraszyło, ale pewnie nie wszystkie dzieci tak reagują. 

13. Wózek typu parasolka, który oddajemy dopiero przy wejściu do samolotu. Najlepiej bardzo lekki i taki, który łatwo się prowadzi. U nas idealnie sprawdził się Maclaren (kupiliśmy używany) + walizka na 4 kołach. Mogłam bez trudu prowadzić Zuzię i walizkę, a Krzysiek zajął się resztą bagaży :)


Nasz lot w tamtą stronę odbył się naprawdę bezproblemowo. Zuzia nie płakała, nie marudziła i zachowywała się chyba najlepiej ze wszystkich dzieci na pokładzie (a było ich sporo ;) ). Niestety tak jak pisałam nie usnęła nawet na moment, a że jest bardzo ruchliwym dzieckiem to po pięciu godzinach oboje byliśmy wymęczeni. Największym problemem okazał się właśnie brak oddzielnego miejsca dla dziecka. Poniżej 2 roku życia ono nie przysługuje, a Zuzia niekoniecznie lubi tak długi czas spędzać na naszych kolanach czy rękach. Zdecydowanie woli swobodę i własny fotelik tak jak w aucie. Wtedy jest w stanie usnąć, a tak my ją za bardzo rozpraszaliśmy ;) Powrót okazał się trudniejszy, bo lot mieliśmy dopiero o 19. Zwykle w tym czasie Zuzia już usypia, a w samolocie zasnąć nie mogła. Jasne światło, hałas i brak miejsca spowodowały, że padła nam dopiero 10 minut przed lądowaniem w Polsce. Oczywiście pod koniec lotu zrobiła się już strasznie marudna i chwilkę nawet próbowała płakać (co normalnie jej się nie zdarza). Było ciężko, ale znów widok innych, płaczących prawie cały lot dzieci sprawił, że doceniłam Zuzię ;)

Niestety zwykle nie mamy większego wpływu na to kiedy lecimy, ale już teraz wiem, że te wieczorne loty są dla takiego małego dziecka o wiele trudniejsze i bardziej męczące. No chyba, że macie to szczęście (a może nieszczęście), że Wasze potrafi spać na rękach w każdych warunkach :) Planując kolejne wakacje będę chciała wybrać miejsce do którego leci się jednak krócej (max 3 godziny), bo przynajmniej na razie wizja kolejnych pięciu godzin ze skaczącą Zuzią na kolanach mnie trochę przeraża.


Pozdrawiam Was serdecznie,

60 komentarzy:

  1. i właśnie dlatego ludzie się wkurzają na podróżujące małe dzieci w samolotach - większość ryczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, nie chciałabym lecieć gdzieś, albo jechać z płaczącym obok dzieckiem... nawet w tramwaju to potrafi być denerwujące, a co dopiero przez 5 godzin podróży ;P w autobusach/pociągach jest ten mały plus, że można od czasu do czasu wyjść i wtedy dziecko nakarmić/przewinąć i dać mu chwilę polatać

      Usuń
    2. Ta cywilizacja jest straszna :) Dzieci są, były i będą towarzyszyć dorosłym ludziom w szczególności, gdy ci dorośli ludzie wyjeżdżają odpocząć jako rodzina. To co wy proponujecie: spędzanie urlopu z dzieckiem w domu, mieście, ewentualnie podróżowanie wyłącznie własnym samochodem, aby tylko niemowlę nie miało kontaktu ze współpasażerami - to jest jakaś potworna wręcz segregacja :) Banalne, ale człowiek wychowuje się będąc w społeczeństwie, i to nie od momentu, gdy ucywilizuje go przedszkole, ale od samego początku. Także wtedy, kiedy płacze, potrzebuje karmienia piersią tu i teraz.
      Dziwi mnie ta wrogość wobec płaczących dzieci. Serio. Wobec kogo ona jest tak naprawdę skierowana? Wobec niemowlęcia, które jest w dużym stopniu nieświadome sytuacji, w jakiej się znajduje? Czy może wobec matki, która jest często bezsilna wobec płaczu dziecka?

      Mnie złoszczą bezdomni, którzy z wyboru własnej drogi życiowej nie dbają o higienę i powodują smród na cały tramwaj. Złoszczą mnie rzeczy, na które ktoś ma wpływ. Podróżująca mama z dzieckiem nie ma wpływu na jego płacz. Z góry przepraszam za porównanie. Ale uważam się za istotę uspołecznioną i nawet jeśli płacz dziecka mnie tego dnia drażni, jestem wyrozumiała i nie karcę matki spojrzeniem, wręcz przeciwnie. Dzieci to przyszli mali obywatele i włączajmy je od początku do naszego społeczeństwa.

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Amen!
      Choć pewnie chodziło o takie dzieci, które placzą zlośliwie;) (a tak bywa-sama jestem mamą podrożującą z dzieckiem). Ale komuś bezdzietnemu trudno to zrozumieć. Pozdrawiam serdecznie autorkę i czytelników bloga

      Usuń
    4. Nawet jak płaczą złośliwie - ale póki rodzice wykazują ambicje wychowawcze, temperują, stawiają do pionu - bo dzieciaki też są różne, przechodzą po kolei pewne okresy rozwojowe, ale też różne zaburzenia mogą mieć (niepodane nam do wiadomości). Generalnie póki postawa wychowawcza rodziców wobec dzieci jest aktywna a nie bierna, zachowanie dziecka jakie by nie było - nie mierzi mnie.
      Rzeczywiście chodzi tutaj o dzieci płaczące złośliwie. Ale szczerze mówiąc, bez względu na motywację tego płaczu, zauważyłam że rodzice w przestrzeni publicznej mają naprawdę ciężko. Szczególnie w środkach transportu. Wszystko się wszystkim nie podoba: karmienie, płacz, za głośny śmiech, uspokajający głos matki, spadające na podłogę zabawki (?). Karcące spojrzenia latają w powietrzu. Ostatnio byłam świadkiem bardzo nieprzyjemnej sytuacji w pociągu, w którym podróżowała czteroosobowa rodzina z dwoma maluszkami. Powiem krótko - polecam mieć własny samochód dla własnego komfortu.

      Usuń
  2. Nie wiedziałam, że można wózek wprowadzać aż na pokład samolotu. Myślałam że odbierają go przy bagażach czy coś.. Dobrze się składa zawsze to wygodniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można. Podprowadza się pod schody tuz przed wejściem do samolotu i stamtąd podaje złożony obsludze.

      Usuń
  3. Ciekawie się czyta, czułam się, jakbym miała zaraz gdzieś lecieć na wakacje i rozpocząć pakowanie :D Przyjemne uczucie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. na szczęście dzieci bardzo dobrze adaptują się do zmiany warunków i dzielnie znoszą loty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo przydatne informacje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. " Zuzia od urodzenia pije tylko wodę. Nie podaję jej żadnych herbatek ani soków, bo nie chcę by przyzwyczaiła się do słodkiego smaku." bardzo mądrze postępujesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli mogę wiedzieć to czemu nie chcesz przyzwyczajac Zuzi do słodkiego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zeby nie jadlo slodyczy nie mialo zepsutych zebow i nie bylo grube. Proste.

      Usuń
    2. Bardzo dobrze, cukier niezbędny nie jest, oby matki stawały się coraz bardziej świadome :)

      Usuń
    3. no i cukier uzależnia i dziecko potem chce jeść tylko słodkie i za nic w świecie go nie przekonasz do domowego jedzenia :)

      Usuń
    4. A moje dzieci jedzą słodkie. Domowe jedzenie uwielbiają. Trzeba tylko pamiętać, by w tym wszystkim zachować umiar. Wg mnie mozna dać dziecku coś słodkiego, czy napój słodki (typu herbatka, kompot, sok 100%) ale nie dużo. I nie mam wcale grubych dzieci z popsutymi zębami ;) Ważne by trzymać się pewnych zasad.

      Usuń
    5. Tak tylko ze dziecko bedzie to kojarzylo z pezyjemnoscia, i np kiedys jak bedzie mialo problem to bedzie siegac po slodycze. Wtedy dopiero moze pojawic sie problem nadwagi a nie teraz. Pozniej dziecko bedzie wolalo sięgnąć po napoj ze sklepu zamiast soku. Bedzie wolalo zjesc cos co ma bardziej wyrazisty smak zamiast np warzyw. W slodyczach nie ma nic ciekawego nie sa niezbedne do zycia :)

      Usuń
    6. wszystko pięknie ładnie, póki dziecko siedzi z mamą w domu... pójdzie do żłobka lub przedszkola i trzy lata ciężkiej pracy biorą w łeb po paru tygodniach. Niestety. Przetestowane na własnym dziecku odchowanym na wodzie również. Teraz zupa musi być słona (maggi), a picie słodkie. Walka. Tak że tyle moje, co była w domu i fajnie było uczyć dziecko zdrowych nawyków.

      Usuń
  8. Anwen, bardzo, bardzo fajnie, że napisałaś coś tutaj. Choć tematyka dziecięca w ogóle mnie nie dotyczy, to z przyjemnością przeczytałam oba posty. W nie włosowych wpisach można bardziej Cię poznać i to jest super.Pisz o czym zechcesz, na pewno nas to zainteresuje, bo miło się Ciebie czyta. Pozdrawiam, Ola:)

    OdpowiedzUsuń
  9. A bedzie druga czesc wpisu na ten temat, tylko taki przydatny bardziej dla wszystkich? No bo wiesz, jednak wiekszosc z nas nie ma dzieci i chyba glownie interesuje nas co zabrac dla siebie i jak znosi lot dorosly czlowiek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O swoim dziecku piszesz ze placze, o innych ze rycza. Twoje tez ryczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh typowa matka - myśli że jej dziecko jest wyjątkowe, niestety inni już tak nie uważają ;)

      Usuń
    2. pewnie, ze ryczy ;) na szczęście baaaaaaaardzo rzadko

      Usuń
    3. może ja tak sobie to tłumaczę, ale jak dziecko płacze to raczej jest to stan chwilowy, natomiast ryczenie to takie bardziej ciągłe ;p a jak wiemy z opisu Zuzia nie jest skora do długotrwałego płaczu=ryczenia ;)

      Usuń
  11. Sorry Anwen ale musze sie przyczepic. Dzieci nie rycza, tylko placza. I niestety niektore zle znosza loty, czesto nawet dorosli zle przechodza podroz. Zuzia jest absolutnie genialna, ale tak jakos dziwne sie czyta gdy matka narzeka na placz innych dzieci. Chyba jako matka powinnas byc bardziej wyrozumiala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tez na to zwrocilam uwage, tak nieladnie napisane, Zusia placze a reszta to juz ryczy... straszne slowo, ryczy to jelen na rykowisku

      Usuń
    2. ryczą ;) i płączą - dla mnie to dwie zupełnie różne sytuacje, a niektóre z tych w samolocie rzeczywiście ryczały. Mimo to poprawiłam wpis, bo widzę, że nie wszyscy to rozumieją.

      A co do tego, że jestem matką to przecież nie ogłuchłam i niektóre dźwięki denerwują mnie tak samo jak przed porodem. Oczywiście jestem wyrozumiała, w samolocie nikomu uwagi nie zwracałam, ale chyba mogę sobie na blogu ponarzekać? ;)

      Usuń
    3. Oj ale się przyczepilyscie, najpierw anonimowe same piszą ze dzieci to fuj, bo ryczą i w ogóle są straszne, a jak Ania napisala jedno słowo o innych dzieciach to już się obrażają :) no coz, jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodzil :) ja np widzę różnicę między bezsensownym krzykiem dziecka ktore probuje wymusić coś na rodzicu udając ze płacze, a szczerym płaczem pokazujacym ze coś naprawdę niedobrego się dzieje. Te pierwsze dzieci potrafią być naprawdę wkurzajace. :D

      Usuń
    4. Tez sie macie czego czepiać; 0 Anwen nikogo nie obrazila a Wy juz sie odrazu bulwersujecie; 0 wstrętne marudy; 0

      Usuń
    5. A dla mnie rycza to tak obrazliwie, ale wiadomo ze kazdy jest inny. A z ta wyrozumialoscia mialam na mysli, ze jak sama pisalas lot byl dlugi, o poznej godzinie, miejca w samolocie malo i nie kazde dziecko potrafi spac w takih warunkach. To chyba oczywiste ze beda dzieci marudzic w takich sytuacjach. A ponarzekac zawsze mozesz pewnie, tylko nigdy nie wiesz wlasnie jak to zostanie odebrane przez innych. A zeby nie bylo ze tylko sie czepiam - bardzo przydatny wpis.

      Usuń
    6. Anwen powiem ci tak.. twoja córcia jest jeszcze malutka i moze nie do konca rozumiec sytuacje. Ciekawe co powiesz jak bedzie przerazonym 2latkiem:) ryczacym całą podróz:) Moj synek tez byl cuudowny ale z wiekiem dziecko sie zmienia i rozumie wiecej niz malenka dziewczynka. troche empatii bo odnosze wrazenie ze jestes taka matka-polka.

      Usuń
    7. jeśli rzeczywiście taka będzie w wieku dwóch lat to na wakacje będę wybierać miejsca bliżej położone, po to by nie narażać ją na taką traumatyczną podróż :)

      ciekawa jestem co masz na myśli pisząc o matce-polce, bo to jak ja rozumiem to pojęcie nijak do mnie nie pasuje ;) a empatii na pewno mi nie brakuje, doskonale rozumiem, że dzieci mogą płakać z różnych powodów i w żaden sposób nie daję odczuć ich rodzicom, że mi to przeszkadza, ale na własnym blogu chyba mogę szczerze napisać, że tak właśnie jest? ;)

      Usuń
  12. świetny wpis. na pewno skorzystam z Twoich porad chociaż mój syn jest już nieco starszy :) bardzo dobrze się czyta :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiadomo, że ryczące dzieci przeszkadzają ale z drugiej strony są jeszcze za małe i nie można ich za to winić... wkurzają mnie jedynie te starsze bachory, które zachowują się jakby uciekły z lasu, a rodzice nie reagują ''bo to przecież tylko dziecko''. No ręce opadają, co z tego że dziecko, a to ono jest jakimś idiotą że nie można mu wytłumaczyć jak się zachować :/ kiedyś można było zwrócić uwagę, czy to rodzice czy pani w szkole, a teraz rośnie nam pokolenie roszczeniowych smarkaczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś byłam kopana w plecy przez 6-letnie dziecko przez ponad 3 godziny lotu. Zwracanie uwagi, proszenie, a na końcu nawet grożenie nie przynosiły skutku. Rodzice zadowoleni, że dziecko ma zajęcie, od niechcenia rzucają "Asiu/Jasiu/Olu, przestań". Tego nie zrozumiem nigdy, bo pamiętam jeszcze ze swojego dzieciństwa ten wstyd wymalowany na twarzach rodziców, kiedy zrobiłam coś nieodpowiedniego. Jak widać, teraz nie ma z tym problemu :)

      Usuń
  14. jade na wakacje bez dziecka, czasami trzeba odpocząć ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mam dzieci, ale uwielbiam czytać Twoje wpisy na tym blogu:) Piszesz bardzo ciekawe i przydatne rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pomysły do bagażu podręcznego mogą się przydać nie tylko w przypadku lotu z maluszkiem, sama często zapominam o takich "drobiazgach" jak chusteczki nawilżane czy woda :)

    W wolnej chwili zapraszam Cię serdecznie do siebie - dzezabell.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Tablet w trakcie lotu jest zbawieniem, albo telefon z nagranymi bajeczkami. Polecam, pomimo tego że jako zabawka to raczej słaba sprawa i taka porażka wychowawcza rodzica :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety u nas kompletnie się nie sprawdził. Za w kolejne wakacje Zuzia będzie większa i na pewno przydadzą się książeczki, kolorowanki i wyklejanki - na pewno będzie za mała na robienie tego samej ale jak robią to rodzice i opowiadają to może to malucha zająć na kilkanaście minut.

      Usuń
    2. książeczki mieliśmy już teraz :) na kolorowanki na razie za wcześnie ale masz rację - przy większym dziecku są świetnym pomysłem

      Usuń
  18. A ja tak z innym pytanie... Twoje wakacyjne posty (swoją drogą bardzo wciągająco piszesz!) przypomniały mi o zabezpieczaniu włosów przed słońcem. Czym zabezpieczałaś swoje? i czym warto zabezpieczyć włosy nie na plażę,ale normalnie na parę godz na słońcu w mieście? ;) chodzi mi o gotowe produkty. Boję się szczególnie obciążenia i tłustych włosów ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na drugim blogu jest taki wpis :) http://www.anwen.pl/2012/06/ochrona-uv-wosy-wg-anwen.html

      Usuń
  19. Jak dziecko zacznie chodzić powinno być ciut lepiej. My lecieliśmy wcześniej niż wy (w kwietniu) i nasz synek jest trochę starszy (teraz ma 1,5 roku) więc urządzaliśmy na zmianę spacery po samolocie. Nie jest to bardzo komfortowe ani dla rodziców, ani dla pasażerów ale zawsze urozmaica maluchowi podróż. My dodatkowo zabieramy jabłka pokrojone w cząstki (najmniej brudzą).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie planowałam ewentualnie pochodzić z Zuzią na rękach po samolocie, ale w naszym ciągle kręciły się albo wózki z jedzeniem albo z innymi sprzedawanymi na pokładzie pierdołami i w sumie nawet nie było jak :(

      Usuń
    2. Niestety, ale trzeba pomyśleć też o innych ludziach, dla których pielgrzymki dzieci przy siedzeniu miłe nie są. A jak ktoś nie potrafi zrozumieć, że jego dziecko nie jest centrum świata to niech zostawi je w domu albo jedzie nad Bałtyk.

      Usuń
    3. i vice versa :) jak się nie potrafi zrozumieć, że inni (w tym dzieci) też mają prawo wyjeżdżać na wakacje to niech się siedzi w domu

      Usuń
    4. do wszystkiego ma się prawo dopóki bierze się pod uwagę innych ludzi a nie jest egoistą... skoro wiadomo, że dzieci są uciążliwe w samolocie to się ich tam nie bierze, tak samo jak się nie bierze np. szczekającego psa do sklepu. A siedzieć w domu powinni ci, którzy nie potrafią się dostosować.

      Usuń
  20. Dziecko do 2 lat jak najbardziej może mieć oddzielne miejsce w samolocie - pod warunkiem, że się za to miejsce zapłaci. Dziecko na kolanach rodzica podróżuje za darmo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy zakupie wakacji nie miałam takiej opcji do wyboru, ale dobrze wiedzieć na przyszłość :) dzięki!

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że Milstar nie ma nie ma racji. Niemowlak (czyli dziecko poniżej 1 roku) nie może siedzieć oddzielnie, podróż może spędzić tylko na kolanach dorosłej osoby, przypięte do niej pasami. Nie będę się upierać przy dzieciach między 1 a 2 rokiem życia. Niemniej my, lecąc z Itaką, mieliśmy możliwość wykupienia dodatkowego miejsca za cenę ok. 1 tysiąca złotych w jedną stronę. Jednak zarówno start, lądowanie i okres kiedy należało mieć zapięte pasy dziecko i tak musiało spędzić na kolanach rodziców.

      Usuń
  21. Mówisz, że ledwo się zmieściliście do tego bagażu. ..no to zaczynam się bać. My mamy 15 kg rejestrowanego plus po 10 podręcznego. Czyli niby 35 kg. Ale myślałam, że może się uda tylko z jednym podręcznym. Hmm. Wyjazd na tydzień. No to z trzema walizkami, wózkiem, fotelikiem (bo na miejscu wypożyczamy samochod) no i dzieckiem to ja nie wiem jak się zabierzemy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia a jesteś pewna, że możesz wziąć i fotelik i wózek? u nas była opcja do wyboru, a fotelik mieliśmy w wynajmowanym aucie :)

      Usuń
    2. Kasiu nie wiem, gdzie lecicie ale sprawdźcie, czy w wypożyczalniach samochodów nie można wypożyczyć fotelika. Zaoszczędzi wam to targania tylu bagaży. Na Lanzarote na pewno są wypożyczalnie, które taki fotelik wypożyczają gratis.

      Usuń
    3. Lecimy Ryanairem i ten można wziąć ze sobą dwie rzeczy dla dziecka. Fotelik plus wózek, fotelik plus łóżeczko turystyczne albo łóżeczko plus fotelik. Tak podaja na stronie. I istnieje możliwość wypożyczenia fotelika na miejscu, ale koszt to 7 euro za dzień. Czyli przy wypożyczeniu na tydzień daje to nam dodatkowe 200 zł (które mogę dołożyć do kupna następnego fotelika). Zdaje sobie sprawę, że niezły majdan byśmy ze sobą targali. Ale jeśli na lotnisko w Krakowie przyjedziemy autem i na miejscu, również od razu na lotnisku odbierzemy samochód, to może nie będzie tragedii? Co myślicie?

      Usuń
  22. Chciałam tylko dodać że lecąc czy to czarterem czy tanimi liniami nie jest konieczne by wózek był parasolką. Tym bardziej że czasem lata się z dzieckiem np. poniżej roku i wtedy parasolka (ze względu na kręgosłup) to nie jest zbyt dobry pomysł. Na pewno wygodnie gdy wózek jest kompaktowo składany ale nawet z gondolą mozna wjechać na płytę lotniska i oddać wózek dopiero zanim się wsiądzie do samolotu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. polecam Kretę - lot około 3 - 3,5 h a po sezonie jest świetna pogoda. Koniec września/początek października 28-30 stopni. Temperatura idealna.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wózek moze byc nawet duży, my taki mieliśmy dla niepelnosprawnej córki, przed wejściem go oddawalismy, po wylafowaniu czekał juz na nas przy schodach

    OdpowiedzUsuń
  25. Polecam Kefalonie za rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wygląda jak w raju!!! chcę tam już :))

      Usuń

.

.