poniedziałek, 8 czerwca 2015

Wakacje z niemowlakiem - Lanzarote


Strasznie żałuję, że nie napisałam tego wpisu od razu po powrocie. Miałam wtedy milion myśli, które koniecznie chciałam przekazać i które mogłyby się przydać innym podróżującym. Teraz mimo, że minął dopiero miesiąc od naszego wyjazdu ja mam wrażenie jakbyśmy tam byli w poprzednim życiu.

Zacznę może od początku czyli dlaczego w ogóle zdecydowaliśmy się na wyjazd właśnie tam. Mimo, że nie należę do matek, które najchętniej trzymałyby swoje dziecko pod kloszem byleby tylko ograniczyć wszelkie możliwe zagrożenia to jednak pierwszą rzeczą, którą ustaliłam to to, że na pewno nie ruszymy się poza Europę. Zależało mi na tym by lot nie trwał zbyt długo i żeby klimat był umiarkowany, ale żeby było wystarczająco ciepło na opalanie. Niestety jestem jedną z tych osób, które nie wyobrażają sobie urlopu bez wylegiwania się na leżaku. Wiedziałam też, że na pewno chcę jechać poza sezonem (najlepiej właśnie w maju), bo nie przepadam za tłumami. Po krótkiej naradzie nasz wybór padł na Wyspy Kanaryjskie, a następnie na Lanzarote i Playa Blanca. Jest to najbardziej na południu położona miejscowość turystyczna z piękną piaszczystą plażą i podobno najlepszą pogodą (właśnie tu najmniej zwykle wieje i temperatury są nieco wyższe niż w pozostałych częściach wyspy). Całe Kanary słyną z tego, że przez cały rok utrzymują się tu względnie stałe temperatury w przedziale 21-25 stopni, a opady występują niezwykle rzadko. W naszym przypadku było nieco inaczej, ale o tym za chwilę.

Wycieczkę kupiliśmy jeszcze w grudniu, ale skorzystaliśmy z opcji "Gwarancja najniższej ceny" i muszę przyznać, że to był świetny wybór. Rzeczywiście udało nam się zapłacić tyle, co w takim prawdziwym last minute, ale z wyjazdem zaplanowanym na spokojnie, kilka miesięcy przed.

Wybierając hotel zwracaliśmy uwagę przede wszystkim na odległość od plaży, basen i to by w pokoju mieć dostęp do mikrofali i czajnika bezprzewodowego. Z małym dzieckiem to naprawdę przydatne zwłaszcza jeśli tak jak Zuzia je mleko modyfikowane i zupki, które trzeba gdzieś podgrzać. Pod tym względem zdecydowanie łatwiej podróżuje się z mniejszym dzieckiem, zwłaszcza takim karmionym piersią :) Ostatecznie wybraliśmy hotel nietypowy,  w którym zamiast pokoi są bungalowy i właśnie w takim zamieszkaliśmy:


W domku poza sypialnią był salon z aneksem kuchennym, łazienka i zabudowany z czterech stron taras. Na początku strasznie się dziwiliśmy czemu tak wygląda, ale gdy jednego dnia zaczęło mocno wiać wszystko stało się jasne ;)

Cały ośrodek czy jak to tam nazwać bardzo nam się spodobał, bo wszystkie domki znajdują się w pięknym i bardzo zadbanym ogrodzie. Codzienne spacery z Zuzią dzięki niemu były prawdziwą przyjemnością.


Wyjeżdżając na wakacje trochę się baliśmy jak to będzie z Zuzią. Czy uda nam się przy niej odpocząć, czy nie będziemy się nudzić, czy się nie pochoruje itd. Jak pewnie wszyscy rodzice, którzy pierwszy raz wyjeżdżają na urlop z małym dzieckiem mieliśmy milion pytań i wątpliwości. Ja przez ostatnie tygodnie czytałam wszystko na temat tego co koniecznie muszę ze sobą wziąć, o czym pamiętać i co robić w razie jakichś nieprzewidzianych wypadków. Oczywiście w między czasie czytałam też o samej wyspie, o tym co koniecznie trzeba tu zobaczyć, o jej historii, kuchni i tradycjach. Robię tak przed każdym wyjazdem i sprawia mi to prawie tak samo dużą frajdę jak później pobyt w miejscu, które już 'znam'. 

Tym razem spodziewałam się, że nie uda mi się zobaczyć wszystkiego co bym chciała i że pewnie większość dni spędzimy w ośrodku, ale bardzo się myliłam :) Zuzia okazała się fantastycznym kompanem i nawet obcy ludzie gratulowali nam tak pogodnego i bezproblemowego dziecka ;)

Pierwszego dnia (a właściwie drugiego, bo pierwszego lądowaliśmy ok. 18, więc po dojechaniu do hotelu nie było już ani czasu ani sił na cokolwiek, więc go nie liczę :P) poszliśmy tylko na spacer po miasteczku. Dojście na plażę zajęło nam może z 10 minut spacerkiem, a widoki nas dosłownie zauroczyły! :))



Sama Playa Blanca być może nie zachwyca architekturą, ani wyjątkowym klimatem, ale plaże ma naprawdę piękne. Na drugą, najbardziej znaną - Playa Dorada wybraliśmy się dopiero w przedostatni dzień. Idzie się do niej wzdłuż najpiękniejszego 'żywopłotu' jaki w życiu widziałam:


Niestety dotarliśmy tam już po zachodzie słońca, akurat na karmienie Zuzi ;) więc na zdjęciach nie widać jej piękna:



Trzeciego dnia wybraliśmy się na objazdową wycieczkę po wyspie organizowaną przez biuro podróży, z którym przyjechaliśmy. Zwykle jestem sceptycznie nastawiona do takich atrakcji, ale uznaliśmy, że z Zuzią będzie nam w ten sposób łatwiej, bo do parku Timanfaya można wjechać jedynie autobusem. 

Tego dnia odwiedziliśmy ogród kaktusów - Jardin de Cactus zaprojektowany przez sztandarowego artystę Lanzarote - Cesara Manrique, który (ogród nie artysta) nie do końca przypadł mi do gustu. Być może gdyby nie 40stopniowy upał (mieliśmy wyjątkowe szczęście i trafiliśmy na Kalimę czyli piekielnie gorący wiatr znad Sahary, który przynosi pustynny piasek) i praktycznie brak jakiegokolwiek cienia w całym ogrodzie byłoby inaczej, a tak zamiast oglądać 1420 gatunków kaktusów jakie rosną w ogrodzie siedziałyśmy z Zuzią w małej kawiarence.



Następnym przystankiem był Jameos del Aqua czyli fragment tunelu utworzonego przez spływającą z wulkanu lawę, w którym częściowo zapadł się 'sufit'. To miejsce również zostało zaprojektowane przez Cesara (jak praktycznie wszystko na wyspie)



i jest genialnym połączeniem piękna natury- jeziorko na dnie tunelu, w którym żyją kraby albinosy i wizji artysty. Jest to jedyne miejsce na ziemi, gdzie możemy je zobaczyć, bo standardowo bytują na głębokości 3 km. Co prawda jeśli nie jesteśmy miłośnikami stworzeń morskich to raczej nie wywrą one na nas zbyt dużego wrażenia, bo te stworzonka są wielkości pięciozłotówki, a może nawet mniejsze ;) Udało mi się jednak jedno z nich uchwycić na zdjęciu:


O wiele atrakcyjniejszy dla oka jest za to basen też znajdujący się w Jameos del Aqua i zaprojektowany przez CM:


Potem był jeszcze przystanek na kawę (koniecznie leche-leche czyli z mlekiem zwykłym i skondensowanym) na najwyższym szczycie Lanzarote La Corona:


i udaliśmy się do regionu La Geria, gdzie w unikatowy sposób uprawiane są winorośla, a  w jednej z winnic mieliśmy okazję spróbować jak smakuje takie wulkaniczne wino.


Stamtąd pojechaliśmy do ostatniego już miejsca czyli Parku Timanfaya. Jest to park narodowy utworzony podczas wybuchów wulkanów w latach 1830-1836 kiedy to lawa wypływająca z ponad 300 kraterów powiększyła powierzchnię wyspy o prawie 25%. Ten niezwykły krajobraz możemy podziwiać w prawie nienaruszonym stanie. Wyjątkiem jest droga, którą porusza się autobus i punkt widokowy z restauracją El Diablo (chyba nie muszę pisać kto je projektował ;) ), która serwuje między innymi dania z wulkanicznego grilla:


Mimo jednego typowo komercyjnego przystanku w tzw Muzeum Aloesu, czyli sklepie z aloesowymi produktami uważam, że wycieczka była bardzo udana :) Nie objęła jednak trzech najważniejszych dla mnie punktów, więc piątego dnia wynajęliśmy jeszcze auto i pojeździliśmy po wyspie na własną rękę.

Wybraliśmy się do Mirador del Rio czyli widokowego punktu na północy wyspy, z którego rozciąga się przepiękna panorama na sąsiednią La Graciosę:


wracaliśmy drogą wzdłuż wybrzeża, gdzie widoki były jeszcze piękniejsze:


Drugi punkt - Zielone Jeziorko czyli Charco Verde wyobrażałam sobie trochę inaczej ;) Czytałam, że 'wystąpiło' ono w kilku filmach, więc spodziewałam się trochę bardziej spektakularnego widoku. Na żywo to taka trochę większa, zielona kałuża, która swój kolor zawdzięcza oceanicznemu planktonowi, który gromadzi się na jego powierzchni.



Ostatnie miejsce i dla mnie w sumie najważniejsze to plaża Papagaya. Najważniejsze, bo od pół roku na moim komputerze zdjęcie tego miejsca widniało na tapecie i przypominało mi o czekającym nas wyjeździe :)) Na żywo plaża jest zdecydowanie mniejsza niż myślałam, ale równie urokliwa:



Pozostałe dni spędziliśmy w hotelu pływając w basenie, opalając się, jedząc naprawdę przepyszne jedzenie (mi wyjątkowo posmakował tutejszy przysmak czyli Papas Arrugadas z zielonym sosem czyli Mojo Verde) i nicnierobiąc :) Wbrew pozorom nie nudziliśmy się ani przez chwilę, bo Zuzia zadbała o to byśmy cały czas mieli jakieś zajęcie:





Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam tym przydługawym wpisem ;) Planuję jeszcze jeden o tym co warto ze sobą zabrać na takie wakacje z dzieckiem. 

Pozdrawiam Was serdecznie,

71 komentarzy:

  1. Super wpis :) i naprawdę fajne wakacje, zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) a wakacje były nawet lepsze niż je sobie przed wyjazdem wyobrażałam ;)

      Usuń
  2. Anwen piękna kobieta z Ciebie i taka uśmiechnięta :) Mąż ma szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheh zaraz mu to każę przeczytać :P

      Usuń
  3. Ja właśnie zastanawiam się jak to będzie podróżować z dzieckiem. Twój przykład pokazuje że jak najbardziej można ruszyć się z domu a nie pozostać zamkniętą w 4 ścianach. Jestem ciekawa kolejnego wpisu :) Z podróżowania nie mam zamiaru zrezygnować a przyszłe wakacje może spędzimy już we trójkę :D Zuzia jest prześliczną dziewczynką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, ze mozna i szczerze mówiąc im wcześniej zaczniesz tym lepiej, bo i dziecko się przyzwyczai i Ty nie będziesz się bała :)) a już na pewno warto jechać zanim zacznie chodzić :P

      Usuń
  4. z jakim biurem podróży jechaliście :) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z TUI :) i mogę ich polecić, bo mieliśmy zaraz na początku pewną niezbyt przyjemną przygodę i bardzo nam pomogli :)

      Usuń
    2. Ja w tym roku też mam zaplanowane wakacje w TUI właśnie i jestem trochę przerażona, bo naczytałam się sporo niepochlebnych na ich temat komentarzy...

      Usuń
  5. Wspaniały wpis ! Brakuje mi tylko informacji co ciekawego znalazłaś do włosów na Lanzarotte, chyba, ze już wcześniej wspominałaś we wpisach- ale nie kojarzę:)
    Mnie totalnie zachęciłaś opisami i zdjeciami:) przepiękne miejsce, mam nadzieję, że kiedyś wybiorę się.
    Twoja Zuzia jest przesłodka! Cudownie jest patrzeć na szczęśliwą rodzinkę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kupiłam tylko aloesowy szampon, o którym już pisałam w jednej z NdW :)

      Usuń
  6. Jak tacy pogodni i szczęśliwi rodzice to z Malutką nie może być inaczej :) Faktycznie, ze zdjęć trochę przypomina męża! Aniu, promieniejesz i jaką masz figurę! :o :))

    PS Brakowało takiego wpisu, przyzwyczaiłam się do tygodnia w zdjęciach na blogu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do twz pewnie już nie wrócę, ale mam nadzieję, że uda mi się w końcu częściej pisać ;) moim największym problemem jest to, że nie mogę się przełamać by pisać o czymś innym niż włosy :P ciągle mam wrażenie, ze to pewnie nikogo nie będzie interesowało

      Usuń
    2. Widzisz Aniu, ja mam inne zdanie i myślę, że nie tylko ja :) Bo brakuje takich niewłosowych wpisów i wręcz proszę o nie częściej :)

      Usuń
    3. skąd takie myśli? Twoje "niewłosowe" wpisy czyta się świetnie, jednym tchem.;) ja także podpisuje się pod prosba!

      Usuń
    4. I ja się podpisuję pod prośbą o posty nie włosowe :)
      Cudowna z Was rodzina <3

      Usuń
    5. Na niewłosowe tematy piszesz równie dobrze, czyta się Ciebie niezwykle przyjemnie:)

      Usuń
    6. ja też uważam że tematy nie włosowe sa okej , czytam chetnie i szkoda że tak rzadko ;)

      Usuń
    7. Aniu wracaj koniecznie do TwZ ! :)))
      a Twoje niewłosowe wpisy czyta się genialnie (włosowe zresztą też :D)
      nie wiem jak inne dziewczyny, ale ja codziennie wpadam na tego bloga, żeby zobaczyć czy coś nowego się nie pojawiło :) :*
      BTW - Zuzia jest prześliczna :)

      Usuń
  7. Cudowne wakacje:) super ze się udały. Masz przepiękną córeczkę. Moc uścisków dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy :) było kilka małych wpadek i jedna taka większa, ale całościowo udały się rzeczywiście

      Usuń
    2. A moglabys napisac jakie to byly ''przygody''? Chyba ze to zbyt prywatne to zrozumiem :) jestem ciekawa bo tez z mezem i synkiem niedlugo wyjezdzamy na fuertaventure i tez z tui i mnie troche ciekawi. Boje sie ze cos sie wydarzy z czym trudno sie bedzie uporac. Pieknie razem wygladacie!

      Usuń
    3. Tez mnie to zaciekawilo, juz druga wypowiedz ze cos bylo nieprzyjemnego i coraz bardziej mnie interesuje co sie stalo, tymbardziej ze sama wybieram sie na pierwsze wakacje nie na wlasna reke, a z biurem...

      Usuń
    4. zostawiliśmy torbę z jedzeniem Zuzi (przede wszystkim butelkami) w autobusie wiozącym nas z lotniska :( Przez chwilę było naprawdę dramatycznie, bo było już późno, ale na szczęście udało się wszystko odzyskać następnego dnia, a hotel zapewnił nam inną butelkę na wieczór :)

      Usuń
    5. Mój tata kiedyś zostawił na postoju plecak z wszystkim euro, telefony, aparat... Na szczęście mama z tata podzieli euro między sobą... Ale było nieciekawie. Ale Hiszpania to nie Polska i plecak został przeniesiony na stacje, pilot tam dzwonił i potem tam pojechali razem. To było dwie godziny jazdy od hotelu. Teraz mama się śmieje z taty że ona nosi wszystkie rzeczy.

      Usuń
  8. super wpis , ja tymczasem marze wybrac się na fuerteventure i tez juz od pół roku "zaznajamiam" sie z ta wyspą na wszelkie możliwe sposoby :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuerta jest ponoć podobna do Lanzarote, więc powinna Ci się spodobać :)

      Usuń
  9. Mam pytanko a gdzie kupilas ten pontonik z daszkiem dla dziecka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie kupiłam tylko dostałam :) od mamy dziewczynki w wieku Zuzi, którą poznałam w hotelu, a najlepsze jest to, że też się nim zachwyciliśmy zaraz pierwszego dnia po przyjeździe i bezskutecznie szukaliśmy takiego w lokalnych sklepach. Wyjeżdżając zostawili go nam, bo nie zmieścił się im do bagażu :)

      Usuń
  10. cudownie <3 świetny wpis, czytałam jakbym sama tam była :) ahh :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świętne zdjęcia i wpis, super się Ciebie znów czyta :) no i córeczka przepiękna, gratulacje dla szczęśliwych rodziców :) a i zazdroszczę wakacji i figury, Aniu jesteś taka szczuplutka! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super wpis! Czekam z niecierpliwością na kolejny. Liczę na jakieś cenne wskazówki, gdyż sama mam 4 miesięczną córę i we wrześniu wybieramy się do Włoch. Jestem trochę przerażona, zwłaszcza lotem. Ale postanowimy nie rezygnować z wakacji i podjąć wyzwanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma się czego bać :) do Włoch leci się pewnie sporo krócej więc na pewno będzie dobrze!

      Usuń
  13. Uwielbiam takie zdjecia z wakacji, na ktorych jest sie tak naturalnie pieknie usmiechnietym :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Fantastyczna wycieczka :-) Byłam tam kilka lat temu w podróży poślubnej. Co do zielonego jeziorka - jakoś drastycznie zmieniło kolor :-/ Wówczas było w pięknych, jaskrawych kolorach https://lh5.googleusercontent.com/-dyH8smSu3LE/TzalxLWqmbI/AAAAAAAADQc/56_sojYEVYg/w560-h835-no/LANZ0828-142708-1040.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo to rzeczywiście mocno się zmieniło :(

      Usuń
  15. piękny ten domek, cudowne widoki i świetnie wyglądasz :)

    zazdroszczę wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale pięknie! A Zuzia jest prześliczna. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kochana! Ale jesteś piękną kobietą; ) bije od Ciebie takie szczęście; ) bardzo lubię czytac Twojego drugiego bloga;) pierwszego oczywiście tez;0 super wpis czuje się jak bym tam byla razem z Wami;) Aniu Proszę Cię bardzo napisz jak poradzilas sobie ze zbędnymi kilogramami. Bo masz taka piękna figurę! Ja urodzilam synka 2 mce temu. Przytylam 16 kg. Nic nie robiąc schudlam 11 kg ale 5 zostało i ta skora na brzuchu;( nie moge się przełamać do cwiczen; ( karmie piersia i mam staraszne napady glodu ... a slodycze chodza za mna caly czas; ( mam taki depresyjny nastrój mimo ze synek daje mi dużo radości. Ja czuje sie fatalnie; (

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spokojnie :) 2 miesiące to bardzo krótko! Ja jakiekolwiek diety zaczęłam dopiero po pełnych 6 tyg od porodu i na początku też było mi strasznie ciężko. Zmęczenie, niewyspanie robią swoje i też miałam ciągle ochotę na słodycze. Teraz po ponad 8 miesiącach skóra na brzuchu wróciła do normy i nie ma śladu po ciąży. Wagowo jeszcze trochę powinnam zrzucić, ale teraz już chcę to zrobić na spokojnie :) Jestem pewna że i u Ciebie będzie dobrze :))

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo za mile słowa otuchy;) twoje zdjęcia z wakacji będą moja motywacją; ) jeszcze raz dziękuję i duzo szczęścia dla Was;*

      Usuń
  18. Przepięknie wyglądasz (jestem pod wrażeniem nie tylko figury ale też tego jak promieniejesz) :D
    Twój TŻ jest największym szczęściarzem :) Życzę Wam dużo zdrówka i pogody ducha :)
    P.S. Rzadko piszę komentarze, ale czytam Cię od trzech lat, na każdym z blogów codziennie sprawdzam czy jest wpis i w końcu się przełamałam by wydukać kilka słów :) Mam nadzieję, że będziesz pisać więcej gdyż nie mogę oderwać się od bloga :)))
    Pozdrawiam Was cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że to nie będzie ostatni raz :)) zaraz przekażę mężowi, ze ma się cieszyć z żony :D

      Usuń
  19. Bardzo ciekawy wpis, fajnie jakby częściej pojawiały się tego typu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. mi dzieci na wakacjach (i nie tylko) przeszkadzają, ale tylko te tzw ''bachory'' . No ale to zazwyczaj wina rodziców którzy dziecku na wszystko pozwalają i nie ma żadnej dyscypliny

    OdpowiedzUsuń
  21. nie zgodzę się, że lepiej jechać z jeszcze mniejszym dzieckiem, przecież taki niemowlak tylko je i śpi, i wymaga opieki bez przerwy, więc po co :P sama wolałabym jechać z minimum 2 letnim dzieckiem, bo już nie trzeba się martwić o jedzenie, pieluchy itd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie jak śpi to wymaga o wiele mniej opieki niż starszy, który chce żeby się z nim bawić ;)

      Usuń
  22. Rozmarzyłam się patrząc na Wasze zdjęcia :) Cieszę się, że wypoczynek się udał. Promieniejesz :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Masz śliczną córeczkę, taka radosna :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękne zdjęcia, piękna ty i urocza Zuzia:)
    Ja ze swojej strony polecam greckie wyspy z biurem grecos, szczególnie Kafalonie:) będziesz zachwycona. To najpiękniejszą wyspa jaka kiedykolwiek widzialam. I rezerwując w grudniu też ma się okazyjna cene. Lefkada też ładna ale tam nie maja lotniska i podróż trochę się przedłuża, bo lądują na sąsiedniej wyspie i potem rejs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grecję na pewno będę chciała zobaczyć jak nie w tym to w przyszłym roku :) dzięki za polecenie w takim razie! zaraz przyjrzę się tej wyspie

      Usuń
    2. Właśnie jeżeli chodzi o Grecję to warto kierować się raczej na wyspy. Na lądzie byłam na riwierze olimpijskiej I nie polecam. Znaczy fajne miejsce bo tanie i jedzie się większą grupa i ma się w nosie wrażenia estetyczne:) jeszcze byłam na Peloponezie to tam znowu dużo zabytków do zobaczenia, znaczy to w sumie nie zabytki tylko pozostałości antyku.
      I jeszcze kocham Chorwację <33 <33

      Usuń
    3. Oooo czyli planujesz drugie wakacje ;) to czekamy na kolejne zdjecia i kolejny wpis! :)
      ps. Ja tez gdzies jade ale jeszcze nie zdecydowalam gdzie ;p Narazie tylko Francja i Chorwacja odchaczona, wiec wybor ciezki ;)
      Ola.

      Usuń
  25. Super wpis! Wcale nie za długi:) Strasznie podobają mi się te bungalowy, chciałabym pomieszkać w czymś takim, nie widziałam jednak w żadnej ofercie:)

    Ślicznie wyglądasz i masz bardzo ładne nogi:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jaka niesamowita podróż ; ) Pozazdrościć : )

    OdpowiedzUsuń
  27. Nawet nie wiesz jak się cieszę z nowego wpisu na tym blogu;) ten wpis bardzo mnie zmotywowal do walki o swoja wage po ciąży; )

    OdpowiedzUsuń
  28. Na wstępie - gratuluję udanych wczasów ;-) Mam pytanie jak to było z waszą pociechą, otóż my pod koniec czerwca lecimy na Majorkę, córeczka będzie miała wtedy 8 m-cy, i niepokoi mnie sam lot samolotem.. jak Zuzia to zniosła? Przy starcie, lądowaniu była spokojna czy wręcz przeciwnie? Jak zmiana ciśnienia, płakała? Nasza Nela z natury jest spokojnym bobaskiem, podobnie jak wasza córa, ale wiadomo, że lot samolotem to dla niej będzie zupełna nowość ;-) I trochę się tym martwię. Czytałam, że przy zmianie ciśnienia można dać dziecku smoczka, tudzież coś do picia w butelce. Niestety mała nie lubi smoczków/butelek, są momenty, że wręcz ją wkurzają wszelkie sztuczności silikonowe ;-), i ewentualnie będę musiała wyciągnąć cycka ;-) A jak ze zmianą pieluszek w samolocie? Pozdrawiam serdecznie ;-) Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o fuj jak można zmienić pieluchy w miejscu publicznym ;/

      Usuń
    2. przecież nikt nie pisał o miejscu publicznym :/ w samolotach też są toalety, a w nich przewijaki ;)

      Kamila na pewno napiszę jeszcze o samym locie, bo to temat na dłuższy wywód :))

      Usuń
    3. Ale prosze Anwen nie pisz tylko o wrazeniach i reakcjach dziecka, jesli chodzi o lot, a przedewszystkim wasze tez. Dziecko mnie nic nie interesuje i chcialabym poczytac ogolnie bo sama nie lecialam jeszcze nigdy samolotem, a kiedys mnie to czeka jak zwiedze wszystkie lady i zostana mi wyspy ;) Boje sie jak to jest ...

      Usuń
  29. Anwen, jakie języki obce znasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tej chwili dogadam się jedynie po angielsku, ale w LO uczyłam się jeszcze niemieckiego i włoskiego :)

      Usuń
  30. córka w ogóle do mamy niepodobna ;) ja też wyszłam taka ''pomieszana'', nie jestem jakoś szczególnie podobna do żadnego z rodziców ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie momentami mam wrażenie, że Zuzia też do żadnego z nas podobna nie jest ;) a czasami widzę podobieństwo do taty. Do mnie była podobna tylko na samym poczatku

      Usuń
  31. zawsze mi się wydawało,że podróż z dzieckiem jest mordęgą.

    OdpowiedzUsuń
  32. Taki pozytywny post, że aż nie mogę się doczekać swojego sierpniowego wyjazdu.

    Świetnie wyglądasz! Figura, włosy, wszystko :))

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetny wpis! w ubiegłym roku byliśmy z mężem na Lanzarote, Twoje zdjęcia przypomniały mi te cudowne wakacje! My dodatkowo zrobiliśmy sobie pieszą wyprawę do Arreciffe, najlepiej wspominam przejście blisko lotniska kiedy zalegliśmy na gorącym piasku nad oceanem i oglądaliśmy lądowania samolotów tuż nad naszymi głowami :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Swietnie wygladasz, wspaniala figura! a skad jest ta urocza bluzeczka w groszki? :)
    Pozdrawiam,
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  35. Byłam na Lanzarote kilka lat temu, przepiękna wyspa!

    OdpowiedzUsuń
  36. Anwen, nie wiesz moze czy mozna tam kupic jakies porzadne sloiczki obiadkowe dla niemowlat? Jedziemy z Mloda na 2tygodnie i wpakowanie do bagazu sloikow na caly pobyt moze okazac sie ciezkie do zrealizowania :/ (i udzwigniecia;) )

    OdpowiedzUsuń

.

.