środa, 8 stycznia 2014

Co jeść w szkole, na uczelni czy w pracy będąc na diecie (np. paleo)?

Jednym z największych problemów na każdej diecie jest to, co jeść poza domem. O ile przygotowanie sobie posiłku zgodnego z zasadami naszej diety (nie mam na myśli tylko paleo) we własnej kuchni jest proste, bo mamy wszystkie niezbędne składniki i akcesoria, tak już poza domem staje się czasami wręcz niemożliwe... Przyznam szczerze, że wszystkie moje poprzednie porażki z odchudzaniem brały się właśnie z tego powodu i dlatego też dziś chciałabym Wam opowiedzieć o tym, jak sobie z nim poradziłam :)


Po pierwsze planuj!

Najgorsze co możemy zrobić to, tak jak ja dziś rano, obudzić się z pustą lodówką ;) Niestety po drodze do pracy nie mijam ani jednego sklepu, w którym mogłabym kupić cokolwiek, co byłoby zgodne z paleo, więc zostaje mi zjeść coś "prawie dietetycznego". Na szczęście staram się by takie sytuacje zdarzały mi się bardzo rzadko. Zwykle robiąc zakupy planuję sobie posiłki na każdy dzień tygodnia. Oczywiście problemem jest też to, co w ogóle możemy zjeść. Przy większości diet (w tym paleo) odpadają wszelkie kanapki czy drożdżówki, o które jest zdecydowanie najłatwiej. A znów w pracy czy na uczelni nie zawsze mamy możliwość by zjeść prawdziwy, ciepły posiłek. Ja mam komfortową sytuację - w pracy mamy kuchnię + mikrofalówkę, więc najczęściej zabieram ze sobą sałatki (szpinak baby, ogórek, pomidor, papryka, itp z oliwą z oliwek), gotowane warzywa (kalafior, brokuł, marchewkę, brukselkę czy inne, które najczęściej kupuję w gotowych, mrożonych mieszankach) + białko w postaci jajek, wędliny (najlepiej domowej) czy mięsa (wcześniej usmażonego/upieczonego/ugotowanego).

Po drugie zawsze miej przy sobie owoc :)

W jednym z ostatnich odcinków serialu Pamiętniki Carrie (tak, przyznaję, że go oglądam :P) główna bohaterka mówi, że tego właśnie nauczyła ją mama :) Mnie co prawda nikt tego nie uczył, ale już od dawna stosuję taką zasadę. Mając owoc (jabłko, banana, gruszkę czy co tam lubicie i nie zgniecie Wam się w torebce czy plecaku) zawsze mam dodatkowy czas by znaleźć coś dobrego do zjedzenia na mieście, a nie rzucać się na pierwszy lepszy fast food czy batonik.

Po trzecie sięgaj po zdrowe, energetyczne przekąski  
(zwłaszcza w szkole czy na uczelni).

Kiedy ciężko pracujemy lub intensywnie się uczymy nasz organizm potrzebuje dodatkowej dawki energii w postaci węglowodanów. Teraz kiedy wróciłam na studia lubię sobie poobserwować co jedzą studenci i niestety najczęściej widzę tych podjadających batoniki. Owszem jest to skuteczny sposób na dodanie sobie energii na nudnawym wykładzie, ale możemy to zrobić lepiej i zdrowiej :) Ja na zajęcia zawsze zabieram ze sobą daktyle (smaczniejsze niż czekolada ;) ) i orzechy. 


Oczywiście w nadmiarze i one będą tuczące (jak prawie wszystko), ale na pewno zdrowsze :) Drugą opcją jest czekolada, ale gorzka, taka z dużą zawartością kakao!

Po czwarte zaopatrz się w pojemniczki plastikowe.

I to najlepiej od razu duuużo pojemniczków :D Nie wiem jak to się dzieje, ale mi ich zawsze brakuje! Wiecznie gdzieś mi giną i nie mam jak zabrać ze sobą posiłku do pracy. Kupowałam już różne, wielu firm, ale najbardziej lubię te z Yves Rocher (dołączane jako gratis do zamówień):


Są po pierwsze ładne, a po drugie mam wszystkie potrzebne mi wymiary, które mieszczą mi się do torebki.

Po piąte jak już musisz jeść na mieście poszukaj czegoś "lepszego".

Oczywiście są takie dni (a w ostatnim czasie było ich u mnie bardzo dużo), gdy nie mam czas lub ochoty by gotować i stołuję się "na mieście". Mimo wszystko staram się by to, co jem było świeże, zdrowe i pełnowartościowe. Nie podam Wam konkretnych miejsc, ale jestem pewna, że w każdym mieście można takie znaleźć :) Na zakupach czy w podróży często ratuję się barami w dużych centrach handlowych, w których jedzenie nakładamy sobie sami i kupujemy na wagę. Zwykle jestem w stanie u nich wybrać coś, co smakuje dobrze i jest przy tym zgodne z moją dietą i w miarę zdrowe. Oczywiście jakość jedzenia w takich miejscach nie jest może najwyższa, ale na pewno lepsze to niż przypadkowy fast food ;) Moim standardowym zestawem w takich miejscach jest surówka/sałatka + mięso (wybieram to bez panierki). Drugim jedzeniem na szybko, które wybieram w ostateczności jest North Fish. Tam też możemy sobie nałożyć dowolne surówki (wybór jest duży, a ilość praktycznie bez ograniczeń) i dobrać do tego rybę np. z grilla :) To najlepsza moim zdaniem z typowych sieciówek (Mc Donalds, KFC, Burger King itd) i mam do niej dodatkowy sentyment, bo w NF pracował dawniej mój kolega. Dzięki temu nie boję się tam jeść :P


 Ciekawa jestem jak Wy sobie radzicie z jedzeniem poza domem, jeśli jesteście na diecie :) Podzielcie się koniecznie swoimi patentami!


Pozdrawiam Was serdecznie,

54 komentarze:

  1. Ja zazwyczaj nosze do pracy resztki z tego, co poprzedniego dnia gotowalam na kolacje. I oczywiscie owoce i jogurty. Ewentualnie kupuje gotowe salatki, a raz na miesiac pozwalam sobie na rozpuste i zamawiam chinszczyzne:) W tym momencie mam rowniez swietny wybor napoji na biurku - 3 rodzaje herbat i 2 kaw :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie w tym momencie tylko woda, ale przez Ciebie chyba właśnie przejdę się po kawę ;)

      Usuń
  2. Przydatny wpis :)
    Właściwie to zgadzam się z każdym punktem i nie mam nic do dodania. No może jeszcze planowanie i planowanie :)

    Przekąska w pudełku zazwyczaj zdaje egzamin, ale są wyjątki, kiedy trzeba coś zjeść w biegu. Wtedy przydaje się banan.
    "Pracuję" nad opcją bezglutenowej tortilli - coś tego typu z naleśników gryczanych z mięskiem, serem, sałatą i sosami dało się zjeść nawet na stoku Tarnicy przy szalejącym wietrze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po tym jak ostatnio Aniamaluje pokazała u siebie podpłomyki i za mną chodzą takie bezglutenowe tortille :) Tylko nie miałam jeszcze okazji wypróbować do tego moich mąk, podejrzewam, ze będzie ciężko z czystej orzechowej coś takiego zrobić... daj znać jak Ci się już uda wypracować taki przepis!

      Usuń
  3. Urok bezglutenowej a nie odchudzającej jest taki, że zawsze można zjeść frytki :) A jak nie było wyjścia (czasem nie ma) to wzięłam kebab w najcieńszym możliwym cieście :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet nie pisz mi nic o frytkach :P strasznie mi się tęskni za ziemniakami (najlepiej pieczonymi)!

      Usuń
  4. wpis nie wnoszący niczego, po tytule myślałam, że podasz jakieś przepisy/inspiracje na dania, które są twoim pewniakiem w takich sytuacjach gdy trzeba jeść coś poza domem, niestety to była strata mojego czasu.. takie banały jak "jedz owoc" czy "wybieraj mniejsze zło" to chyba każdy zna ;) czy ktoś o tym nie wiedział? jest taki ktoś? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. konkretnych przepisów znajdziesz na necie tysiące jak nie miliony ;) każdy ma inny smak i inne rzeczy lubi, więc myślę, że bez trudu znajdzie sobie przepis na sałatkę czy inne danie, które akurat będzie mu odpowiadało...

      a co do banału to wyobraź sobie, że nie dla każdego to jest takie oczywiste, jakby tak było to nie widywałabym tylu otyłych osób zajadających się fast foodami czy słodyczami...

      a co do straty czasu to nie szkoda Ci go na pisanie takiego komentarza? ;)

      Usuń
    2. jak dla mnie również oczywiste, ale komuś się może przyda (:

      Usuń
    3. Nie ma takiego pewniaka... To, na co pozwala jedna dieta, druga nie pozwoli. Montignac pozwala jeść makaron z warzywami i ja zazwyczaj po tę opcję sięgam, kiedy jem w restauracji (podkreślając pięciokrotnie, że ma być naprawdę al dente, a potem zazwyczaj jedząc miękki, ale cóż zrobić) - ale paleo, dieta Dukana czy bezglutenowa nie pozwalają nawet tykać makaronu.

      Usuń
    4. Ten wpis to jest wskazówka do tego jak zorganizować sobie posiłki poza domem. Co chcesz sobie ugotować, w jaki sposób i z jakimi dodatkami to już jest po Twojej stronie. Nie ma recepty na "pojemnik do szkoły/pracy", każdy ma inne potrzeby, jedni budują masę mięśniową, inni chcą stracić zbędne kilogramy, ktoś może być na coś uczulony, ktoś nie je pszenicy itp. Tak na prawdę gotowanie jest banalne i każdy to potrafi - nie każdemu się chce ale to już inna para kaloszy. Jak komuś się nie chce - szuka konkretnego przepisu w internecie i działa wg. rozpiski.

      Ja od 4 lat szykuję sobie posiłki na każdy dzień wieczorem dnia poprzedniego. 4 z 6 posiłków pakuję w pojemniki, dwa zjadam w pracy, jeden po powrocie do domu i jeden po treningu. W pojemniki pakuję wszystkie rodzaje posiłków. Może to być usmażony omlet owsiany, klasyczne ryż+kurczak+brokuły, może być spaghetti czy jakikolwiek inny posiłek z dodatkiem sosu. Napisałem nawet kiedyś o tym art. u siebie: http://www.fitness-food.pl/blog/2012/art-co-jesc-w-szkole-w-pracy-i-jak-wreszcie-ruszyc-ze-zdrowa-dieta/

      Pozdrawiam

      Usuń
    5. to prawda ,da się ja od czasu kiedy zaczęłam się odchudzac tez tak funkcjonuję ,przygotowanie zdrowych posiłkow zabiera znacznie mniej czasu niż tych "zwykłych"...wazne ,żeby zaopatrzyć się w dobre pojemniczki -takie nieprzeciekajace ,w które mozna zapakowac nawet zupę

      Usuń
  5. Nie stosuję żadnej konkretnej diety, staram się unikać glutenu i mlecznych produktów, więc i tak już sporo przekąsek mi odpada. W takich wypadkach najlepiej sprawdza się robienie na zapas sałatek warzywnych i pakowanie ich do plastikowych pojemników:)
    W nieco lepszej sytuacji są osoby, które mają kuchnię w pracy, mi zostaje niestety jedzenie na zimno.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm. Bardzo rozsądne podejście. im mniej sztuczności tym lepiej. Pomysł z owocem trafiony w punkt. Jeżeli chciałabyś zaczerpnąć dodatkowych inspiracji, zapraszam do siebie. http://www.veganrawkitchen.blogspot.com/ Witariański model zdrowej pierwotnej diety. Na pewno znajdziesz ciekawe informacje i przepisy, które możesz wykorzystać w swojej diecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z przyjemnością zajrzę :)) kuchnia wegańska/raw zawsze bardzo mnie inspiruje

      Usuń
  7. O proszę, nie wiedziałam, że YR dodaje takie pudełeczka do zamówień! I tak, grunt, to planować :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Anwen a co sądzisz o Salad Story? Jadasz tam czasem?;) Bardzo fajny post;) Też mam te pudełeczka z Yves Rocher;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię ten typ wpisów- o zdrowym trybie życia, ale bez moralizowania, czy przechwał. Jest na luzie i z Twojej perspektywy, super. !

    Orzechy dodałam już jakiś czas temu, ale właśnie Twój wpis uświadomił mi, że suszone owoce ( w tym daktyle właśnie) powinny częściej znaleźć się u mnie.

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalia dopiero przed chwilą skojarzyłam Ciebie z Twoim genialnym blogiem :)) Znam go dopiero od kilku dni, a już go kocham! ;)

      Usuń
  10. Więcej takich wpisów z konkretnymi produktami/pomysłami! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. a jaki kieunek studiujesz? to podyplomówka?

    OdpowiedzUsuń
  12. Anwen, na Instagramie widzialam porcje twoich posilkow i jestem w szoku ze jadasz tak male porcje... O ile sniadanie jeszcze mozna zrozumiec bo malo kto taki zaspany w pospiechu jest w stanie przelknac konkretna porcje, ale obiad i kolacja jak dla wrobelka;D Kiedy nie bylas na diecie tez tak malo jadlas? Jak to mozliwe ze tyle ci wystarcza nie jestes glodna? Jak tak patrze na te talerzyki i mysle sobie ze ja jem ze 3x wieksze porcje obiad najwiekszy;) Nie znam nikogo kto by tak malo jadl no chyba ze ja majac 5-10lat tez tak dziubalam ;p
    Jak ci z tym jest nie czujesz glodu? Ciekawa jestem bo moze po 30stce tez bede potrzebowac diety i zawsze mnie to zastanawialo jak to bedzie czy dam rade bez omdlen z glodu itd...
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ja jem zupełnie normalnie :) na zdjęciach, zwłaszcza na Instagramie raczej ciężko ocenić porcje, nie ma przecież żadnego punktu odniesienia. A co do jedzenia przed i teraz to powiedziałabym nawet, ze teraz jem więcej ;)

      Usuń
    2. No nie wiem, moim zdaniem na talerzu jest strasznie malutko, ja mam zawsze wypelniony caly i czesto az czubaty:) no i samym miesem i salatka nigdy sie nie najem ;p Ale najwazniejsze ze tobie odpowiada i ze nie jestes glodna bo chyba nic gorszego nie ma od stosowania diety ktora czlowieka glodzi albo mu nie smakuje:)

      Usuń
    3. bo to bardzo duży talerz ;) i zgadzam się w 100% z ostatnim zdaniem :)) na taką dietę nigdy bym się nie porwała!

      Usuń
    4. Moim zdaniem tez to male porcje, i nie wydaje mi sie zeby to byl bardzo duzy talerz wielkosci stolnicy np :D a zwykly duzy obiadowy... No ale skoro komus taka porcyjka wystarcza to dobrze, przynajmniej mniej czasu traci na gotowanie i zjadanie ;))) zawsze jakis plus sie znajdzie:)

      Usuń
  13. Bardzo przydatny wpis. Muszę zaopatrzyć się w takie mniejsze pojemniczki do przechowywania żywności. Na pewno przydadzą mi się w pracy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mam duży problem z jedzeniem na uczelni. Czasem zabieram obiady z dnia poprzedniego, ale po kilku dniach jedzenia zimnych po prostu mnie od nich odrzuca (dlaczego nikt nie otworzy jakiegoś odpłatnego punktu z mikrofalówkami, gdzie można zapłacić symboliczną kwotę, podgrzać, usiąść i zjeść?), czasem robię sałatki, ale po kilku godzinach noszenia ich ze sobą przestają być apetyczne, no i jednak to już trzeba lepiej zaplanować, bo taka sałatka musi zawierać kurczaka/ser/tuńczyka, no jakieś źródło białka, żeby dało się nią najeść. I skąd wziąć szczelne pudełka? Wszystkie mi przeciekają :( Bułki szybko mi brzydną, kanapki to już w ogóle, no wybredna jestem. Za to mam jeden fajny przepis, który mi się chyba nigdy nie znudzi:
    1-2 banany
    pół szklanki jogurtu (gdy chcemy bardziej pożywne, to można dodać np opakowanie serka wiejskiego)
    garść orzechów włoskich
    Wszystko miksujemy i przelewamy do shakera, takiego jak na białko dla sportowców. One muszą być szczelne, bo gdy wstrząsamy to przecież nie może się nic wylać. Taki koktajl ma wartość energetyczną jak porządne śniadanie (około 400 kcal z serkiem wiejskim, w zależności od ilości składników, a węglowodany to 40% wartości posiłku, białko ok 25%, reszta tłuszcze= zbilansowany posiłek).
    Dawno tego nie brałam na uczelnię, bo po przeprowadzce ciągle zapominam zabrać od rodziców shakera, ale czasem w domu jak nie mam ochoty na inne śniadanie to piję właśnie to.
    Moje jedzenie na studiach to:
    -bułki (zazwyczaj grahamki), jak nie dopilnowałam żeby kupić to nieszczęsny chleb, nie lubię chleba;
    -gdy już nie mogę patrzeć na pieczywo to zaczynam nosić obiady;
    -gdy odrzuca mnie, że tylko raz- dwa w tygodniu mogę zjeść ciepły obiad, a reszta zimne, zaczynam przygotowywać sałatki;
    -mam dość tych nieświeżych warzyw, które puściły więcej soku niż powinny i noszę znowu bułki.
    Muszę zacząć brać daktyle i pestki dyni :) Z planowaniem np posiłków na cały tydzień też mam problem, bo o ile obiady mogę przyrządzać zgodnie z planem, to często nie mam ochoty np akurat na owsiankę, tylko na zupełnie coś innego. I cały plan idzie w łeb :) Chyba za dużą wagę przykładam do odczuwania przyjemności z jedzenia, nie lubię się do niego zmuszać, a niestety wiąże się to z wybrednością i lubieniem codziennie czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj szczelnych pudelek jest cale mnostwo! Poszukaj w marketach. Ja ci polecacam np firme "curver" fajna nie :))
      W biedronce czesto je maja i mam wiele pojemnosci z nich i nic a nic nie przeciekaja wode mozna przenosic. Dla pewnosci zawijaj wrecznik papierowy i worek jesli sie boisz i ukladaj na dnie torebki. Torebki najlepiej kuferki w kazdym razie z typu z plaskim szerszym dnem. Ale mnie zadne tego typu pojemniki nigdy nie przeciekaly, te curvery sa moim zdaniem najlepsze , zagladaj do boedronek ale mysle ze wielesklepow ma te firme :)

      Usuń
    2. co do sałatek to jedyne co mogę podpowiedzieć to noszenie sałaty, sosu i mokrych składników w oddzielnych pojemnikach, ale domyślam się, że zabieranie ze sobą tego wszystkiego na uczelnie byłoby raczej mało wygodne :(

      Usuń
    3. Ja czesto bosze salatki np gyros, warzywna "polsko-swiateczna imieninowa starodawna" tzw, sledzie, pieczarku marynowne itp to wszystko puszcza soki jest mokro ale jest w sklepach duzo dobrych pojemnikow...

      Usuń
    4. Na pewno poszukam tych pudełek, dzięki :) Kiedyś szukałam szczelnego, kupiłam w końcu chyba w MegaPunkcie, sprzedawczyni zapewniała że nie przecieka, ale jednak po sprawdzeniu w domu, potrząsaniu itp okazało się inaczej. Więc jak go już noszę, to właśnie pakuję w ręcznik papierowy i wkładam do takiej małej siatki, do torebki nawet nie chowam :P Co do noszenia osobno składników mokrych i warzyw, to fajną opcją są lunchboxy (niektóre mają wbudowany specjalny mały pojemniczek na sos), ale zniechęca mnie ich cena- najtańsze to koszt około 60zł. Może kiedyś zainwestuję :)

      Usuń
    5. Ja mogę polecić pojemniki z tesco (produkowane dla tesco ale nie pamietam nazwy), takie przezroczyst, na pokrywkach mają takie niebieskie jakby lamówki, zamykane na 4 "klipsy". Są naprawdę fajne, nie przeciekają. Na promocji można kupić cały komplet (duży, mniejsze, kwadratowe, okrągłe) za ok. 25 zł :) oczywiście są też na sztuki. Wybór naprawdę duży, bez problemu można dopasować do swoich potrzeb. Są bardzo szczelne ale ja i tak zawsze pakuję w woreczej dla bezpieczeństwa ;)

      Usuń
    6. Dzięki, też poszukam :)

      Usuń
  15. U mnie niestety kończy się to zwykle tak, że w pracy cały dzień spędzam bez posiłku. Żywię się jedynie kawą ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Anito , nie ma nic gorszego niż tak długa głodówka! Proszę to zmienić!

      Usuń
  16. Anwen! Widziałam na insta twoje nowe zdjecia. Wyglądasz jak 17 latka i powiem ci szczerze, że nie jedna własnie 'gówniara' (w tym ja) ci teraz zazdrości (urody, włosów i teraz jeszcze figury) .
    Naprawde kochana, w życiu nie powiedziałabym, że zbliżasz się do 30stki. Naprawdę brawo - wyglądasz lepiej niż nie jedna małolata. Trzymaj tak dalej. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez je widzialam i na zdjeciu z sukienka szaro czarna poznalam anwen, a w sukience z koronka to jakby nie ona calkiem inna figura, twarz i usta taki dziubek jakby :D niby zdjecia w jednej chwili przy tej samej scianie a dwie rozzne babki;)

      Usuń
    2. dziękuję pięknie :)) a zazdrościć naprawdę nie ma czego, trzeba brać się za siebie ;)

      Usuń
  17. Świetne rady, staram się do nich stosować, na szczęście mój plan dnia pozwala mi niemal zawsze na jedzenie wszystkich posiłków, poza drugim śniadaniem, w domu :) Przypomniałaś mi o daktylach, muszę je koniecznie kupić!

    OdpowiedzUsuń
  18. Super porady :) Jeśli chodzi o jedzenie poza domem, to też planuję - nie zawsze się udaje, ale często zrobię np sobie za dużo obiadu, to wtedy pakuję resztkę do pojemniczka i mam (co prawda zimny :D) ale smaczny posiłek między zajęciami na uczelni :) Ponadto owoce - zazwyczaj banan, najczęściej biorę go do torby i wsuwam od razu po treningu :D Na uczelni na szczęście mamy stołówkę, w której jest duży wybór surówek, ryż i jakieś mięsko, więc nie jest źle. Czasem zjem jakiś batonik "musli" :D z automatu, ale to rzadkość.

    Jeśli chodzi o jedzenie stricte na mieście, to bardzo lubię wszelkie wegetariańskie knajpy - Greenway, Vege Life - to moje ulubione :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dla mnie nie ma nic smaczniejszego od czekolady :D a juz na pewno nie daktyle :))))) ciesze sie ze nie musze ze niej rezygnowac bo kocham ja nad zycie:) w tesco nutella w promocji! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo dzieki biegne! : )

      Usuń
  20. Anwen, szkoda, że nie mieszkasz w Bydgoszczy, bo wzbogaciłabyś się o "pierdyliard" plastikowych pojemników, które ostatnio usuwałam z mojej kuchni po poprzednich lokatorach (moich rodzicach). Nie mogę zrozumieć, po co komu tyle tych pojemników!!! W różnych kształtach, wielkościach, kolorach... Ale widzę, że Ty byś chyba to doceniła. :)
    Za to mój stosunek do daktyli jest dokładnie taki jak Twój - uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama ma cala szafke w takich pojemnijach plus po lodach, po margarynach itd... Az sie wysypuja jak sie otworzy ta wielka szafke :D

      Usuń
  21. Ja jestem wegetarianką, która od Nowego Roku postanowiła także wyeliminować gluten z diety. W pracy czasem uda mi się wyskoczyć na obiad do Złotego Osła (bar wege, gdzie główną atrakcją jest ogromny wybór surówek i sałatek, które jesz do woli!). Jak nie korzystam z tej opcji to moją ulubioną formą doposiłkowania jest wielka miska sałatki warzywnej lub owocowej z garścią orzechów. Dorzucam do tego ze 4 tzw. zdrowe ciastka i jogurt. Jeżeli zjem do tego jeszcze lekkie śniadanie w domu to w pełni mi to wystarcza aż do powrotu.

    OdpowiedzUsuń
  22. http://www.psychodietka.pl/2014/01/najlepsza-dieta-30-pozycji-2013-roku.html

    OdpowiedzUsuń
  23. Polecam robienie chipsów z marchewki, buraczków, selera pycha!! z sosem np. czosnkowym. Zdrowe przekąski :)

    OdpowiedzUsuń
  24. U mnie króluję sałatki w pojemniczkach - zawsze coś białkowo-tłuszczowego (jaja, boczek, domowa kiełbaska, feta albo mozarella) i warzywa - sałaty, pekinka, papryka, pomidorek, oliwki, ogórek, do tego jakiś sosik domowej roboty ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. fajne są te pojemniczki i dla mnie też często giną:) mogliby ponowić w YR te miseczki. U mnie w czerwonej rośnie storczyk,o dziwo! bo..słyszałam,że nie można trzymać w plastiku,a mój rośnie i ciągle puszcza nowe pączki, oraz puścił dodatkowo czwarty pęd.. kwitnie na okrągło,nie zdarzyło się,żeby był łysy.Także...reguły nie ma i zostanie w tej magicznej miseczce ile się da;) (tak z bani,ale)
    Ile ja już nie próbowałam. Najgorsze,że planowanie jest dla bardzo zmobilizowanej osoby,która kategorycznie wie,że ma jeść to i to. U mnie np. w obecnym okresie,to niemożliwe..bo zwyczajnie mam ochotę na coś dnia teraźniejszego i wydaje mi się,że jak coś zaplanuje by zjeść jutro,to jutro nie będzie mi się chciało na to patrzeć. I co za tym idzie,chodzę pół dnia głodna a potem jem zbyt duże ilości(chyba). Najczęściej więc kupuje soczki stoprocent soku albo warzywne,są takie pomidorowe z ziołami,imbirem,albo mix warzyw z owocami(ostatnio w biedronce)i marchewkowe np.z aloesem. Można jakoś zapijać głód,no ale nie na dłuższą metę. Świetnym rozwiązaniem,gdy nie mam czasu przygotować nic i na wszelki wypadek głodu do torebki wrzucam puszkę tuńczyka kawałki w sosie własnym,można bardzo łatwo i szybko zarzucić porcję białka:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

.

.